wtorek, 20 lipca 2010

Jak skutecznie demotywować pracowników - #2 ::Papier

Biuro, jak to biuro. Od czasu do czasu papieru potrzebuje. Dodatkowo jeśli działalność biura wiąże się z jakimkolwiek zadawaniem się z państwem, województwem czy inszym samorządem ilość potrzebnego papieru wzrasta.
Jest też druga tendencja - ograniczania kosztów poprze redukcję kosztów eksploatacyjnych, takich jak ogrzewanie, klimatyzacja (kto mówi, że w ogóle ma być?), pracownicy czy papier.
Trzeci czynnik to taki, że jeśli jakakolwiek kwota w korporacji pochodzi z jakiegokolwiek budżetu (samo)rządowego czy unijnego, trzeba zorganizować przetarg.
I z tych trzech czynników jesteśmy w stanie spreparować całkiem skuteczną mieszankę demotywującą. A więc do dzieła.
Krok 1: Zamawiamy w firmie zewnętrznej program do zliczania kartek drukowanych przez każdego użytkownika. Program koniecznie musi być zainstalowany na każdym komputerze. Ale to nie koniec, to byłby tylko dowód nieufności (złodzieje jesteście!), a nam chodzi o demotywacuję przez utrudnianie życia. Konieczne features programu to: zliczanie wszystkiego jak leci (jeśli użytkownik używa np. drukarki wirtualnej do tworzenia pdf'ów - np. na bazie popularnego ghostscripta - zlicza mu się to oczywiście jako zadruk), widoczna idiotyczność (programowi nie wolno przeliczać powieżchni druku - 1 sztuka A4 to to samo co 1 szt. B1), oraz osobliwy cykl wydawniczy każący traktować wdrożenie jako wczesne testy. Ostatnia możliwość jest potrzebna, by uzyskać wiecznie mielącego np. Worda (tzn.: uruchamianie minimum 10 minut, odstęp pomiędzy wciśnięciem klawisza a pojawieniem się znaku minimum 15s), inne programy odpowiednio.
Krok 2: Wiedząc o konieczności zamówienia papieru przez przetarg ociągamy się z tym i mówimy, że nie wiemy, czy przez najbliższe dwa lata przetarg odbędzie się, bo pieniędzy przecież nigdy nie za dużo, trzeba oszczędzać, a pracownicy na pewno za dużo drukują. Narastające objawy braku papieru po prostu ignorujemy.
Krok 3: Czekamy na rozwój wypadków.

Co otrzymujemy?


Najpierw zaczyna się nerwowe drukowanie dwustronne, często kilku stron na arkusz. Jeśli chcemy jeszcze wzmocnić ducha bojowego naszych ludzi, musimy zadbać o to, by informatycy wyłączyli możliwość druku z automatycznym dupleksem - o ile oczywiście posiadamy drukarkę z taką funkcją.
Następnie nadchodzi era wydruków próbnych na ekranie komputera.
Bardzo cenną możliwością jest wprowadzenie wydawania kartek w sekretariacie biura - każda z osób które potrzebują papieru musi stawić się przed sekretarką śledczą, która po serii wnikliwych i wścibskich pytań (a po co? a inaczej się nie da?) łaskawie wydzieli 4 kartki. Jakie to ma działanie - nie muszę opisywać. W każdym razie kierunkowe.
Kolejnym etapem są cięcia. Przynajmniej moje biuro miało pewien zapas kartek A3. Ludzie to wezmą, ludzie to potną na mniej-więcej równe połowy. Z punktu widzenia budzenia ducha bojowego ma to same zalety. Po pierwsze - procedura cięcia jest dość uwłaczająca (jak się jedzie całą ryzę i wie się, że to nie ostatnia). Po drugie - profesjonalny wygląd dokumentów o kształcie trapezu (przy dużym szczęściu), bądź z bardziej fantazyjnym bokiem wzbudza szacunek u kontrahentów. Po trzecie na ogólne zwiększenie ciśnienia bardzo dobrze wpływają zdarzające się bardzo często zacięcia nierównego papieru - przy czym zdecydowanie preferowane są przypadki złożone, wymagające pełnego rozebrania maszyny i przejrzenia całej drogi papieru.
Wreszcie po pewnym czasie, nieśmiało, ludzie zaczynają przynosić własny papier. Zwycięstwo! Oszczędność! W tym momencie rozpisujemy i szybko rozstrzygamy przetarg na papier, ale tylko w takiej ilości, by widmo kryzysu celulozowego było cały czas obecne.

czwartek, 1 lipca 2010

Jak skutecznie demotywować pracowników - #1

Kiedyś obiecałem V., że opiszę coś z przebogatej obserwacji sposobów demotywowania pracowników. Założenie jest proste. Jest firma mała-średnia, zatrudnia około 80-90 osób, wchodzi w skład większej grupy, koncernu. Na wejściu mamy grupę przeciętnych pracowników: część świeżo po studiach, więc chce się wykazać, coś zrobić, ma zapał; część przeżywa normalny kryzys, szuka nowej pracy; część ma dość pracy, ale wierzy, że może coś się zmieni (oczywiście na lepsze, wtrąciłaby szybko Mała Mi), część nie wierzy, ale zostaje w pracy, bo firma działa de facto dla dobra innych ludzi, więc czują resztki misji. Cel: sprawić by wszyscy pracownicy czuli się niepotrzebni, mali, niezaangażowani i albo uciekali, albo gnili. Dziś pierwsza odsłona.


Rozwalamy system projektów


Potrzebujemy: W firmie musi funkcjonować system projektów, służący m.in. do nagradzania zaangażowania pracowników w zadania nietypowe, wymagające współpracy w ramach holdingu czy wymagających dużo większej dyspozycyjności i przekraczania czasu pracy.
Wymagany jest też system biurowego maila i ewentualnie jakiś system informatyczny dla HR


Step to reproduce:

Pierwsza sprawa: zmniejszamy jak leci budżety projektów. Pożądany współczynnik ndash; minimum 10 razy, 20 też nie jest przesadzoną liczbą.
Dodatkowo za pomocą maila dziękujemy osobiście (wiceprezes) za zaangażowanie w projekt informując o tym, że przyznano nagrodę motywacyjną (w finalnej kwocie powiedzmy 50zł brutto - po zmianie wysokości). Mail ma formę bezpośredniego listu od wice. Należy ndash; i to bardzo ważny czynnik – opatrzyć list klauzlą "wiadomość wygenerowana automatycznie", oraz pod nazwiskiem adresata wpisać ID z systemu zarządzania R. "Wpis wiadomość" obligatoryjnie w treści listu, by nie było mowy o pomyłce.

Co osiągamy ta taktyką

Przede wszystkim pracownicy są wściekli z powodu nagłej istotnej zmiany budżetu i tego, co zdarzało się dostawać wcześniej. Są wśród nich zapewne tacy, którzy (jeżeli projekt naprawdę był ważny i potrzebny) zainwestowali w to nie tylko swój czas, ale i jakieś prywatne pieniądze, licząc, że firma wyrówna to przy okazji wypłacania pieniędzy z projektów. Ci będą najbardziej niezadowoleni.


Na uznanie można liczyć również od kierowników projektów (którzy o wysokości części wynagrodzeniowej budżetu dowiedzieli się przy okazji wypłat). Ich zażenowanie z powodu tego, że spowodowali wypłacenie komuś np. 20 zł za 3 kwartały także przybliża nas do celu. Dodatkowym czynnikiem jest mocne postawienie sprawy, że starać się nie opłaca, albo że każdy powinien motywować się tym, że jeszcze ma pracę.


Największe problemy będą mieli oczywiście ci z misją ndash; reszta się po prostu zwinie za czas jakiś. A oni będą musieli poczuć potrzebę pomocy jeszcze mocniej. Albo rozstać się z poczuciem misji...


A okazji do rozważań zapewne im nie zabraknie...