W Europejskiej Stolicy Kultury in spe można przebierać w ofertach. W sobotę można było wybierać pomiędzy Europejskim Kongresem Kultury, troszkę wykręconym w lewym kierunku, a zorganizowanym mordobiciem pod nazwą "Walka XXI wieku: Adamek vs Kliczko". W pierwszym przypadku była to impreza głównie dla kuratorów, dyrektorów i innego autoramentu menedżerów kultury. O ich dobre samopoczucie dbała policja konwojując autokary z Hali Stulecia do hoteli, aby szacowni goście nie marnowali czasu stojąc w korkach. Przecież to nie są zwykli frajerzy.
W tym samym czasie na naszym najdroższym stadionie dwóch dżentelmenów postanowiło obić sobie ryje. Policja o dziwo - nie aresztowała dżentelmenów za bójkę, a otaczającej ich 40-stotysięcznej gawiedzi za podżeganie do czynu zabronionego, lecz dbała o sprawne dotarcie na miejsce mordobicia.
Pomiędzy tym wszystkim przypadkowe społeczeństwo Wrocławia miało jedno zadanie: nie przeszkadzać. A jak się nie podoba to wynosić się na swoją wieś z której jeszcze słomę w butach macie.
Może warto skorzystać, skoro na zapadłej polskiej wsi woda bieżąca w kranie jest czymś oczywistym. We Wrocławiu na Kozanowie od dwóch miesięcy nie. Ona tylko bywa - kiedy chce. Zazwyczaj ma to miejsce w godzinach 24:00-5.30. Bo przecież wielkie miasto żyje dla nocy.
PS1. Za tydzień powtórka: George Michael na najdroższym stadionie zgrabnie będzie łączył obie imprezy. Nie mogę się doczekać.
PS2. Zapachnie tanią demagogią, ale ze względu na jedność czasu z konwencją PO nie mogę sobie darować. Donald Tusk podkreślał, że chce być premierem od zwykłych rzeczy, od ciepłej wody w kranie. Część osób twierdziła, że to rezygnacja z bardziej ambitnych planów (i okazuje się, że miała słuszność), a hasło ciepłej wody wydawało się być w miarę bezpieczne i wykonalne. Ale nawet to premierowi nie wyszło: żeby nawet zimna woda była...
I ostatni PS3: W trakcie organizacji dowozu na mordobicie ogłoszono, że pod sam stadion mogą podjeżdżać tylko samochody z zagranicznymi rejestracjami. Polactwo won i albo na piechotę, albo komunikacją - przepraszam za eufemizm - publiczną. Wraz z konwojami gwiazd kulturalnej biurokracji europejskiej urasta to już do rangi symbolu - wyobraźcie sobie coś takiego np. w Niemczech - by zasady organizacji ruchu nie obowiązywały cudzoziemców. Jak sąsiedzi mają nas szanować, jak sami dbamy o to, by nie musieli? To jest praktyka kraju kolonialnego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz