Straszna tragedia. Jakoś mnie porządnie zabolało, bo de facto odkąd dowiedziałem się, nie bardzo potrafiłem coś sensownego zrobić... Może to taki chichot, że ten Kaczyński, którego wyzywali od partyjnego prezydenta prawdziwych pisowców, zginął na służbie...
Troszkę się niestety obawiam, że ktoś przymusił pilota do lądowania (tylu generałów, czy sam Pan Prezydent), oby nie... No i znów chyba się pewna epoka skończyła.
Żal mi Kaczyńskich: córki Marty, która nagle została w ogóle bez rodziców. Pani Jadwigi - wszak ostatnio trafiła do szpitala, miejmy nadzieję, że przetrzyma... I chyba najbardziej jarkacza... Przecież on był w brata zapatrzony, tyle razy poświęcał dla niego wszystko, ryzykował, zawierał baaaardzo wątpliwe sojusze. I teraz jego brat -jak Bierut - wraca z Rosji w kopercie...
Szkoda Kochanowskiego - myślę, że był - mimo wpadek - najlepszym RPO.
Szkoda Skrzypka - niedocenianego faceta, co przeprowadził NBP i złotego suchą stopą przez kryzys. A grząsko było. Szkoda Kurytyki... Miał u mnie krechę za wysiudanie Nizieńskiego i Kieresa jakimiś papierami (które do końca się nie wyjaśniły), ale z drugiej strony
miał odwagę się postawić. Trochę jak Wildstein - obaj starali się być niezależnymi urzędnikami pro publico bono.... Szkoda wielu innych. Nie tylko czysto po ludzku. Przemysława Edgara, postaci - zgódźmy się - kontrowersyjnej i na pewno niejednoznacznej, ale zasługi swoje miał (o
czym ostatnio pisał Mazurek).
Co do komentarzy internetowych, to po dzisiejszych doświadczeniach dużo bardziej bliskie jest mi ból stwierdzenia Jezusa z dzisiejszej nowenny - o duszach oziębłych... Taka postawa to rzeczywiście szarpanie Nie miał racji Miller mówiąc, że w polskiej polityce topór
wojenny zakopuje się wraz z wrogiem. Wróg, jak widać leży.... Topór lata. Dożynanie watahy... Swoją drogą, ciekawe czy Sikorski w swoim wykrzykiwaniu "były prezydent Lech Kaczyński" wiedział, jak aktualne mogą to być słowa...
A PiS nie wiem czy przetrwa... Bo kwiat ich działaczy przyjęła dzisiaj rosyjska ziemia...
Choć a'propos komentarzy to spotykałem też postawę ludzi raczej przeciwnych LK, którzy dzisiaj bardzo urośli w moich oczach widząc w tym tragedię ludzi i narodową...
* * *
Boję się co będzie dalej... Choć nie wiem, czemu
* * *
Ale są pozytywne efekty. Coby ofiara na marne nie poszła. Są oczywiście kreatury, o których mówiłem, że obalają bon-mot Millera. Ale hmmm - mam wrażenie, że po latach tylu a tylu (za Mickiewiczem) ludzie poczuli się narodem - zjednoczeni śmiercią Pierwszej Pary
spojrzeli na siebie nie jako uczestnicy nawalanki PO-PiS, czy jakichś skrzydeł, ale jak na bliźnich i jak na rodaków... Tak chciałbym, by to spojrzenie zakiełkowało... Może naiwny jestem. Ale chyba tylko to obudzone poczucie dobra wspólnego jest w stanie coś ruszyć. Bo było
już dramatycznie. A - jeśli nic się nie zmieni - będzie jeszcze gorzej. Za Kaczyńskiego jako kraj stanęliśmy na skraju przepaści... Za Komorowskiego/Tuska...
Miejmy nadzieję, że to nieprzystająca do rzeczywistości parafraza Gierka...
* * *
I jeszcze jedna refleksja. W sprawie samolotu, ale tylko poniekąd. Trzeba nauczyć się jak najszybciej odróżniać tanie państwo od dziadowskiego państwa. Przypominam też, że biednych nie stać na rzeczy tanie...
---
muzycznie:
* Golden Life "24. 11. 1994"
* Pink Floyd "High Hopes" - nie ma co porównywać z odejściem Jana Pawła II, ale coś się skończyło
EDIT: W tekście tym znajdowało się parę słów o problemach kondycji moralnej paru osób lecących na pokładzie - po napisaniu tego akapitu rozmawiałem jednak z różnymi ciekawymi ludźmi i wszyscy zwracali uwagę na niespotykane nasycenie osobami duchownymi listy pasażerów (co 9 ?), wobec tego wycofuję się z tych słów smutku aby zrobić miejsce nadziei...
Teraz piszę tam...
14 lat temu
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz