Ponieważ w okolicach Wrocławia namnożyło się dziwnych opowieści (że podam przykłady: tutaj i późniejsze, ew. bardzo nieciekawe), warto opowiedzieć, po co są badania ruchu. I dlaczego wyniki - najprawdopodobniej - nie pójdą do szuflady.
* * *
W wielu miastach na świecie, jednym z instrumentów zarządzania miastem i ruchem w nim są modele ruchu. Są one próbą oddania - za pomocą aparatu matematycznego - złożonego systemu aktywności ludzi w mieście i jego okolicach, aktywności przekładającej się na ruch, na ich podróże. W najczęściej spotykanym wydaniu taka symulacja składa się z czterech części, z której każda próbuje odpowiedzieć na swoje pytanie:
1. Generacja podróży - ile statystycznie osób ma ochotę/potrzebę przemieszczenia się (z różnych pobudek: do pracy, do szkoły, do sklepów, wrócić do domu)
2. Dystrybucja podróży - jeśli dana statystyczna osoba ma statystyczną chęć przemieszczenia się, to do jakiego miejsca (pracy, jakiej szkoły, sklepu, kina itd.) chce dojechać.
3. Podział pracy przewozowej - skoro wiemy, w dokąd ludzie chcą podróżować, pytanie teraz w jaki sposób: pieszo? rowerem? autobusem? tramwajem? samochodem? a może jeszcze inaczej (np. za pomocą kombinacji wcześniejszych)
4. Obciążenie sieci - poszukuje się odpowiedzi jaką trasą każdy ze statystycznych ludzi będzie się poruszał.
Zastosowanie modelu ma oczywiście rozliczne korzyści: przede wszystkim pozwala "na sucho" przetestować rozwiązania komunikacyjne - od skrzyżowania począwszy, poprzez np. budowę nowej ulicy (czy też ograniczenie ruchu - z różnych powodów, np. remontu), a skończywszy na rozwiązaniach systemowych, takich jak zmiana przebiegu linii komunikacji zbiorowej.
* * *
Model jest małżeństwem piękna wzorów matematycznych i ordynarnej statystyki. Przy jego tworzeniu mamy część z grubsza gotową - matematyczną i nasz wkład: statystykę miasta.
Każde, nawet najmniejsze miasto różni się od pozostałych. Oczywiście, np. miasta polskie będą do siebie bardziej podobne niż np. miasta niemieckie. A miasta europejskie to zupełnie co innego niż miasta afrykańskie. Dla każdego opracowywanego miasta, aby zasymulować podróże w nim odbywane, trzeba posiadać ich charakterystykę.
Charakterystyka ta pozwala odpowiadać na powyżej wypisane cztery pytania. I stąd kompleksowe badania ruchu.
* * *
Kompleksowe badania ruchu dzielą się na kilka modułów:
1. Ankiety w gospodarstwach domowych - dostarczają informacji dotyczących 3 pierwszych kroków modelu, przeprowadza się ją zazwyczaj w granicach miasta.
2. Ankiety kierowców i pasażerów komunikacji zbiorowej (w tym kolei) na wlotach/wylotach dróg - również dostarczają informacji o 3 pierwszych krokach, tym razem dla mieszkających poza miastem, a korzystających z niego.
Najważniejszym pytaniem, które zadawane jest w trakcie ankiet, jest skąd, dokąd i po co ktoś jechał.
3. Pomiary natężeń ruchu samochodowego i rowerowego, oraz napełnień pojazdów komunikacji zbiorowej - wykonywany bezinwazyjnie - pozwala skalibrować czwartą, ostatnią część modelu.
Poza tym zazwyczaj wykonuje się dodatkowe badania, mogące wspomóc model i decyzje, takie jak ankietowe badania ruchu towarowego (pyta się kierowców firm transportowych o ich marszruty i częstotliwość przejazdów), a także o preferencje użytkowników (np. czy wolą krótsze czy dłuższe trasy komunikacji zbiorowej, czy płaciliby za parkowanie w centrum gdyby opłata wynosiła X zł itp.
Dopiero takie informacje pozwalają skalibrować model.
* * *
Niestety nie wystarczy takie badanie przeprowadzić raz. Ponieważ rzeczywistość (a więc także i rzeczywistość transportowa) jest dynamiczna i zmienia się, badania trzeba powtarzać - najlepiej co 5 lat. W Polsce próbuje się zazwyczaj co 10 (z wyjątkiem bodajże Warszawy i Krakowa). Powtarzanie badań pozwala zaobserwować trendy zmian, co z kolei przekłada się na wyższą jakość prognoz. Bo model ruchu służy nie tylko bieżącemu zarządzaniu, ale też i planowaniu.
* * *
A jakie są szanse, że dany urząd (w tym wypadku Urząd Miejski Wrocławia) schowa wyniki do szafy i przykryje warstwą biurokratycznej makulatury? Żadne obawiam się. Jeden argument: Wrocław, jak większość miast, aplikuje o pieniądze z różnorakich funduszy Unii Europejskiej na rozbudowę sieci dróg. Przy każdym wniosku obligatoryjne jest sporządzenie prognozy w oparciu o model ruchu....
Teraz piszę tam...
14 lat temu
najbardziej to ja lubię równania z wieloma zmiennymi, albo niewiadomymi ;-)
OdpowiedzUsuńa wieść gminna niesie, że były plany: aby tak zmienić rozkład jazdy 6, żeby jeździła bodajże prawie non stop w kółko macieju. bez właśnie rozłożenia że częściej rano, rzadziej w południe i znowu po południ częściej.
z tego co słyszałam, nawet próbowano ten radosny plan wprowadzić w życie, ale się okazało, że o dziwo to nie działa i lud czekał na przystanku średnio po 30 minut w oczekiwaniu na jeździdełko...
Czy pisząc o W-wie i Krakowie chodzi Ci o to, że tam badania robi się częściej czy rzadziej niż co 10 lat albo wcale? Akurat te miasta są przykładem najgorszego chyba chaosu komunkacyjnego w PL.
OdpowiedzUsuń@slawkas: Z tego co wiem, częściej (około co 5 lat). A co do chaosu... Sam nie wiem. Jeśli chodzi o samochody, może i tak, choć trzeba pamiętać, że to po prostu duże miasta, otoczone na dodatek wianuszkiem mniejszych (zwłaszcza Warszawa). Ale z drugiej strony z tego co wiem, z wynikami coś się robi, co widać. Np. Kraków na podstawie tych danych modernizuje - choć chyba buduje byłoby lepszym wyrażeniem - sieć tramwajową. I konsekwentnie przetwarza układ komunikacyjny, imho na lepszy. Co nie znaczy, że dobry, bo zapóźnienia są...
OdpowiedzUsuńWarszawa zaś... Cóż, miarą swoistego sukcesu W-wy jest odsetek korzystających z komunikacji zbiorowej (o dziwo ocenianej raczej dobrze przez warszawiaków). I ponoć ostatnio dochodzi do tego, że na krańcowej północnej stacji metra (Młociny) są problemy z odjazdem pociągów, bo drzwi się nie zamykają - tak dużo chętnych. Na Młocinach zrobiono parking Park&Ride i osoby np. z Łomianek często dojeżdżają samochodem do metra, a dalej nim. Wynik zaskakujący, zważywszy na to, że jak ktoś uruchamiał koncepcję, to wszyscy raczej pukali się w czoło, że ludzie z własnej woli zrezygnują z samochodu.
Częstotliwość KBR nie jest oczywiście związana z jakością zarządzania miastem. Samo badanie to nawet nie narzędzie, ale tylko tworzywo do jego stworzenia - modelu ruchu. A i tak potem na wszystko nakłada się polityka, więc czasem bywa różnie. Ale nie zawsze.